Miska pełna szczęścia: Laura Osęka autorka książki „Miska szczęścia” w rozmowie z Beszamelem

Miska pełna szczęścia: Laura Osęka autorka książki „Miska szczęścia” w rozmowie z Beszamelem

Autor Zdjęcia: Jarosław Roger Berdak

„Produkty sezonowe, tylko u lokalnych dostawców” - przekonuje Laura Osęka

W czasach przesytu wszystkim i wszystkimi Laura Osęka w swojej debiutanckiej książce kucharskiej „Miska szczęścia” proponuje kuchnię prostą i zwyczajnie smaczną. Wszystkie zawarte w niej przepisy bazują na sezonowych produktach z lokalnych upraw. W swej filozofii gotowania Laura Osęka odwołuje się miski mieszczącej się w dłoniach, ogrzewającej ciało i duszę. Miska owsianki, bulionu, kaszy lub budyniu. Każdemu z nas kojarzy się pozytywnie. Dla wielu pełna miska to niedoścignione marzenie. Ale czy mała miska może dać szczęście sytym? Na to i inne pytania Laura Osęka odpowiedziała Adriannie Ewie Stawskiej. 

Dlaczego miska? Czy pełna miska, przepraszam za to kolokwialne określenie, jest receptą na szczęście?

- Miska to najprostsze, najbardziej naturalne i pierwotne naczynie do spożywania pokarmów. W niej też najłatwiej podawać potrawy, którymi będziemy się dzielić, a nie ma przecież nic lepszego niż możliwość podzielenia się posiłkiem z tymi, których kochamy i lubimy. Nie powiedziałabym, że miska jest sposobem na szczęście, ale uosabia comfort food, jedzenie proste, kojące, dające radość. Dlatego proponuję by każdy zrobił swoją własną miskę szczęścia. Taką jaką lubi najbardziej.

Laura Osęka, foto: Jarosław Roger BerdakZazwyczaj miska kojarzy się nam z naczyniem na płynne lub półpłynne potrawy: kleiki, zupy, gulasze, ale także sałatki. W Twojej książce znajdujemy wiele fantastycznych przepisów na sezonowe zupy. Czy pożywny bulion z warzyw to według Ciebie podstawa zdrowego odżywiania?

- Dobry bulion, w moim przypadku rozgrzewa i koi, jest niezbędny do zrobienia pożywnej, smacznej zupy. Uważam, że warto byśmy z warzyw, przypraw, a czasami owoców przygotowywali bulion. Esencjonalny wywar warzywny możemy przechowywać dosyć długo w lodówce, a jeszcze dłużej w zamrażarce. Dzięki temu mniej będziemy marnować i szybciej mieć gotowe posiłki, nie musząc iść na skróty.

Specjalne miejsce w Twoim przepisie na szczęśliwe życie. (Wracam do tego szczęścia, bo wydaje mi się, że jest on wyznacznikiem pozytywnego przekazu jaki płynie z książki) zajmuje kasza. Kasza, która rozgrzewa, syci i... Właśnie, czym jeszcze jest kasza w Twoim jadłospisie?

- Na naszym terenie, czyli na obszarze dzisiejszej Polski kasze były obecne „od zarania dziejów”, czyli od bardzo dawna, niemalże od zawsze. Rolnicy jadali ją do różnych potraw. Kiedyś nie w pełni oczyszczone ziarna zbóż stanowiły podstawę żywienia. W kaszy znajdziemy masę dobrych rzeczy, niezależnie od tego czy wybierzemy kaszę gryczaną, czy orkiszową czy może jeszcze inną. Jest w niej dużo błonnika i witamin z grupy B. W moim jadłospisie kasza stała się nie tylko dodatkiem do potraw, ale częstokroć ich bazą, podstawą, na której się opieram. Latem dodaję ją do sałatek, zimą do rozgrzewających śniadań i obiadów. Jest tak uniwersalna, jak to tylko możliwe.

Wracamy dzisiaj do doświadczenia pokoleń, do zapomnianych potraw, składników, technik. Na ile Twoja kuchnia związana jest z kulinarną tradycją? Ile w tym nowego podejścia?

- Nie używam żadnych skomplikowanych, nowoczesnych technik, stawiam na te najbardziej podstawowe i tradycyjne, bo bardzo bym chciała by każdy mógł gotować i przekazywać w jedzeniu miłość do osób, które nim obdarowuje. Proste jedzenie to jedzenie domowe, na bardziej wyszukane smaki chodzimy do restauracji. Chciałabym, by ludzie siadali razem do stołu, by spotykali się w kuchni i coś wspólnie przygotowywali. Chciałabym by się nie bali. Moim zdaniem, wybór tych najprostszych sposobów gotowania, na to pozwala.

W podtytule czytamy zdrowo, lokalnie, sezonowo. Czy to dla Ciebie główne wyznaczniki dobrej kuchni?

- Często nie doceniamy tego co jest najbliżej nas, nie dbamy o ślad węglowy, kupujemy warzywa i owoce z końca świata, a tymczasem Polska obfituje w całą moc pysznych i różnorodnych składników. Proponuję by sięgać po jedzenie bez sztucznych dodatków, to jest najprostszy wyznacznik zdrowej żywności, bo nie wierzę w nowe mody; jedzenie, w którym umiem powiedzieć co się znalazło. Jednocześnie marzę o tym, by dobre rolnictwo nadal w Polsce mogło funkcjonować, a do tego potrzebni są odbiorcy wytworów ich rąk. Dlatego w mojej, tej najbardziej intuicyjnej kuchni proponuję by sięgać po właśnie takie produkty, naturalnie zdrowe, lokalne i zebrane wtedy, gdy są najlepsze.

Piszesz o tym, jak wiele do Twojego sposobu gotowania wniosły kobiety? Czy myślisz, że kobiety-kucharki karmią? A mężczyźni-kucharze popisują się?

- Mam dużo związków przyjacielskich z gotującymi kobietami, a w kulturze istnieje archetyp kobiety – karmicielki. Od dawna kobiety-kucharki gotują w domu, a mężczyzn częściej widać w restauracjach. Kobieta, która daje jedzenie, często zawiera w nim miłość, radość, masę emocji. Myślę, że kobiety karmią równie dobrze, jak mężczyźni, ale ze względu na solidarność, chcę przede wszystkim te niesamowite karmicielki docenić i im zadedykować swoją dotychczasową pracę.

Jestem przekonana, że karmicielki gotują najlepiej, a twoja książka jest tego najlepszym dowodem. Dziękuję za rozmowę!

Ocena: 5
Redaktorka serwisu kulinarnego Beszamel.pl. Dziennikarka, tłumaczka, pisarka. Autorka książki "Dzieje łakomstwa i obżarstwa" (wyd. Harde, 2019), współautorka "Królestwa zup" (wyd. Harde, 2019).