Gdzie i czego nie jeść na mieście: mały przewodnik

Gdzie i czego nie jeść na mieście: mały przewodnik

Autor Zdjęcia: thinkstockphotos.com

Gdzie wypada, a gdzie nie wypada jeść?

Nie jest to przewodnik po miejscach zbiorowego żywienia, w kórych – dla dobra swojego zdrowia – lepiej się nie stołować. To zbiór rad pomagajacych w wyborze jedzenia, które mamy zamiar skonsumować na ulicy. Street food też wymaga znajomości zasad dobrego wychowania.

Lody? Murowana katastrofa

Przykład pierwszy: upalny dzień w stolicy. Młoda dziewczyna trzyma w ręku lody w waflowym rożku. W wysokiej temperaturze powietrza, na dodatek ogrzane ciepłem dłoni, rozpuszczają się szybko.

Mlecznobiała stróżka płynie aż po przegub dłoni dziewczyny, więc ona stara się ją zlizać. Lecz z drugiej strony ręki tworzy się kolejny strumyk, a lodowy wierzchołek niebezpiecznie się chwieje. Walka z lodami trwa, a łatwo nie jest, bo dziewczyna idzie bardzo ruchliwą i zatłoczoną ulicą, wymijając tłum przechodniów.

Spożywanie lodów na ulicy na ogół kończy się klęską. Albo lądują na chodniku, albo brudzą ubranie ich konsumenta, albo ubrania osób postronnych, gdyż wielu jedzących lody wpada na świetny pomysł wchodzenia z nimi do sklepu czy autobusu.

Kebab? Sos i dodatki nie tylko w bułce

Przykład drugi: ciepły letni dzień. Młody mężczyzna trzyma w ręku wielkiego kebaba. Zjada go tak łapczywie, że wydaje się, jakby nie jadł nic co najmniej od miesiąca. Miażdżona dłonią i szczękami buła wypycha z siebie nadzienie. Spada ono na chodnik, a także na ubranie jedzącego.

Przy tym z kebaba roznosi się niezbyt apetyczna woń. Po krótkiej chwili oprócz koszulki również twarz jedzącego jest umazana kebabowym nadzieniem. Ta walka z bułą też jest skazana na przegraną.

Kawa? Grozi oblaniem (się)

Przykład trzeci: miły, słoneczny dzień w wielkim mieście. Chodnikiem idzie dziewczyna. Trzyma w ręku napój w kubku. Przechyla go do ust i... Chyba niezbyt starannie zamknęła wieczko kubka, bo napój oblewa jej bluzkę i cieknie na spódnicę. Dobrze, że nie zachlapał jej koleżanki, też zresztą pijącej z kubka.

Podajemy te przykłady ku przestrodze, a zarazem, by odnotować coraz powszechniejsze upodobanie rodaków do jedzenia i picia podczas przemieszczania się po mieście. Ci, którzy uważają, że to zwyczaj elegancki, świadczący o ich nowoczesności, są w błędzie.

 Jeść i pić powinno się na siedząco, niespiesznie, zwracając uwagę na to, co i jak się je. I nie chodzi tu tylko o produkty, ale samą czynność.

Większość bliźnich w trakcie jedzenia stanowi widok dość okropny. Wkładają do ust za duże kęsy, przeżuwają z otwartymi ustami, mlaskają. Człowiek liżący lody na środku chodnika i wystawiający do tej czynności język nie jest wdzięcznym obiektem dla patrzących na niego postronnych osób, nawet gdy tego loda liże ładna dziewczyna.

Nie jest też obiektem wdzięcznym i estetycznym, bez względu na płeć, osobnik, któremu jedzone danie brudzi ubranie... A może się zdarzyć, że pobrudzi nim także kogoś z tłumu. Awantura – słusznie – gotowa. Czy uliczny głodomór pokryje przypadkowo poplamionemu koszty czyszczenia garderoby? O stratach moralnych nie wspominamy, bo przecież ten przypadkowo zbrudzony nie jadł, więc dlaczego ma teraz paradować w poplamionym stroju?!

Street food - niezbyt zdrowa moda

Spożywanie posiłku w trakcie marszu przez ludne miasto nie jest też zdrowe, bo na pożywieniu osiada uliczny kurz, spaliny samochodów i autobusów, przyklejają się do niego owady, a inni przechodzący czasami kichają, kaszlą, o mężczyznach w każdym wieku nagminnie plujących (!) na chodniki nie wspominając.Ohyda!

Jedzenie w marszu nie służy też dobrej kondycji przewodu pokarmowego i żołądka. Wrzucane do niego naprędce, źle przeżute kęsy rozstrajają go i skazują układ pokarmowy na mękę trawienną.

Dlatego apelujemy do wszystkich głodnych: w dużych miastach, ze stolicą na czele, jest tak wiele barów, kafejek, restauracyjek, knajpek, że gdy się czuje głód, ma się gdzie przysiąść na chwilę i zjeść danie podane na talerzu, jak na kulturalnego człowieka przystało. 

W zaspokajaniu głodu pomocne są tez food trucki, które co prawda sprzedają jedzenie do spożywania w biegu, ale często dysponują stoliczkiem lub dwoma. Jeśli już nie knajpka to choć taki food truck, który pozwala się zatrzymać i w miarę spokojnie zjeść.